Mongolska historia w pod toruńskim Ogrodzie

Ileż to razy sprowadzamy do naszych ogrodów , rośliny nieznane o których nie wiemy kompletnie nic.Coś nas oczaruje i po nas !             Nie inaczej było ze mną , gdy spotkałem na swej drodze roślinę przypominającą pospolitego rojnika , ale o królewskich rysach. Stanąłem jak wryty . Nie musiał kwitnąć  ten cudnej urody rojnikowiec mongolski (lac Orastachys Mongolei)- miał w sobie to coś i zapragnąłem go oglądać codziennie.

Orastachys Spinosa czyli rojnikowiec ciernisty

Ale czy można mi się dziwić?

 

Odrobiłem lekcje i zanim go posadziłem, poznałem mojego gruboszowatego gagatka bliżej. Stał się niepisaną gwiazdą ogródka skalnego u Tygrzyka.Miałem wrzenie ,że przybył do mnie wprost z Mongolii.

Rósł tak jak by o tym wiedział.

Gdy nagle po kilku latach szpanowania, jedna z rozet zaczęła  wiosną przybierać monstrualne rozmiary , płonąłem z ciekawości. Domyśliłem się, że rośnie gdzieś tam w środku  „pąk kwiatowy” inny niż wszystkie. Ależ to było czekanie.

To  wyczekiwanie czegoś nowego , zaskakującego było bardzo intrygujące.Dzisiaj wiem, że było ciekawsze niż kwiatowy finał.

 

 

Powiedzmy sobie szczerze, kwiatuszki są takie sobie.

 

 

Ale to nie koniec niespodzianek.

Gdy tak podglądałem, ten dziwaczny „bukiet kwiatów” szukając nasion, dostrzegłem przebiegłość natury rojnikowca. Najstarsze  przekwitłe kwiatki przekształcały się w maluteńkie bezbronne sadzonki. Piszą też o nasionkach- ale ja ich nie widziałem.

Odpadając szukały swego miejsca na Ziemi- to było zaskakujące i genialne w prostocie przetrwania.

 

A gdy opadł przysłowiowy kurz po przedstawieniu, pąk zsechł, a wraz z nim kwitnąca rozeta rojnikowca.Nastał czas na młodość. Ogrodnik pomógł trochę naturze i „posprzątał” przy ciekawym przybyszu. Teraz maleńkie siewki w innym miejscu , przywarły do ziemi czekając wiosny , a te większe rozetki nabierają sił ,aby kolejny raz dopełnić czasu.

A  oto kilka słów o upodobaniach tych azjatyckich skalniaków.Może moje obserwacje komuś się przydadzą?

– najważniejsze to słońce, ma go być DUŻO

– woda ma je skropić ,pozwolić napełnić im, ich grube liście i odpłynąć, sadzimy je w zdrenowanych stanowiskach na podwyższeniu.

– grunt nie musi być zbyt żyzny, ale też nie za jałowy-odrobina próchnicy jesienią mile widziana.Będą ładne rozety.

– mrozoodporność całkowita, zagrożeniem jest zbyt mokra gleba w korzeniach rojnikowców – stąd konieczność drenażu gruntu. Tygrzyk dodatkowo zabezpiecza przed jesiennymi i zimowymi opadami przezroczystą pleksi ( szkło może się zbić pod ciężarem śniegu-nie polecam)

– sąsiedztwo ładnych, kontrastujących kamieni mile widziane i to nie tylko ze względów estetycznych. Kamień wolno oddaje ciepło i rojnikom dłużej jest ciepło.

Ostatnio  zakupiłem kolejne dwie odmiany. U Joanny odmianę Orastachysa Aggregatus, a na Wystawie Kwiatów w Toruniu, mam nadzieje, że inną odmianę rojnikowca mongolskiego.

Orastachys Aggregatus od Miłej Joanny

 

Z Wystawy Kwiatowej w Toruniu, rojnikowiec mongolski (lac. Orystachys mongolei ) dokładna odmiana będzie znana wiosną

To tyle o rojnikowcach w Ogrodzie Tygrzyka, zachęcam do posadzenia tych niesamowitych żywych ozdób, które nie muszą kwitnąc by zachwycać.

Pozdrawiam Pasjonatów , co to nie przechodzą obojętnie przed kwiatowymi ciekawostkami, Janek zwany Tygrzykiem.

 

 

 

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Mongolska historia w pod toruńskim Ogrodzie

  1. marta pisze:

    Może i ja postawie na jakiś skalniaczek u mnie 🙂 Tylko w miejscu, w którym powinen stać nie ma za dużo słońca niestety. Za to mogę się pochwalić, ze liliowce sadzonki które kupiłam jakiś czas temu prezentują się bosko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *